O autorze
Żona, matka i przede wszystkim kobieta ... Kobieta po przekroczeniu 3 dekady życia, zatem przez wielu uznana za Panią Starszą. W pełni sił witalnych, z zapałem do działania (niestety słomianym), ale z metryką nie ma co dyskutować, zatem kłania się Starsza Pani po 30

Obraza matczynego majestatu

Awantura jakich niemało trafiło się w ciągu naszej czteroletniej znajomości. Wydawałoby się, że kurz opadł i emocje jakby trochę wyciszone, wtem podchodzi do mnie i mówi:

- Nie lubię Cię, lubię tatę ... kocham tatę.
- Ja też Cię nie lubię - odpowiedziałam czterolatkowi kompletnie bez zastanowienia.





Wiem, że to niepedagogiczne, niewychowawcze, moje dziecko może mieć z tego tytułu uraz do mnie do końca życia itp itd. Nie zastanawiałam się nad tym w tamtej chwili, chciałam mu zwyczajnie "oddać". Tak, tak chciałam, żeby dziecko poczuło się tak źle, jak źle poczułam się ja w tamtej chwili. Na nim rzecz jasna mój brak sympatii nie zrobił większego wrażenia. Miał wszak przy sobie tatę, który nie od dziś jawi się lepszą formą rodzica.

- Przestań, sama zachowujesz się jak dziecko - wtrącił się tatuś. - Najlepiej od razu zacznijcie się kłócić, kto kogo nie lubi bardziej, a na koniec dajcie sobie po razie.

Z tym "razem" to pewnie trochę przesadził, ale blisko nam - mi i czterolatkowi - było do słownej przepychanki.

Łatwo Ci pouczać mnie tatuśku, bo to nie w Ciebie wycelowany był atak – pomyślałam w duchu. - Ciekawe jakbyś się poczuł gdybyś to Ty nosił go 9 miesięcy, rodził, karmił, nie przesypiał przez niego nocy, a w podzięce usłyszał, że Cię za to wszystko nie lubi ? - rozgoryczona kontynuowałam swój wewnętrzny monolog.

- Kotku, to tylko dziecko. - Dobiegł mnie gdzieś z oddali spokojny ton męża, próbującego uspokoić skołatane matczyne serce.

- Właśnie wiem, że to dziecko, a z dzieckiem jak z pijanym – raczej daleko mu do nieszczerości - skwitowałam.

Tak, przyznaję się – zdarza mi się obrażać na własne dziecko. Owszem, mam z tego powodu wyrzuty sumienia. Tak, uważam że podczas kłótni z małoletnim przyjmuję postawę rozkapryszonego dziecka. Zawsze go za to przepraszam, tak jak i jemu zdarza się przeprosić za „zachowanie niegodne bobasa”, jak mawia jego tatuś. Liczę głęboko, że wraz z jego dojrzałością i ja nabiorę cech dojrzałego rodzica. Amen.
Trwa ładowanie komentarzy...