O autorze
Żona, matka i przede wszystkim kobieta ... Kobieta po przekroczeniu 3 dekady życia, zatem przez wielu uznana za Panią Starszą. W pełni sił witalnych, z zapałem do działania (niestety słomianym), ale z metryką nie ma co dyskutować, zatem kłania się Starsza Pani po 30

„Gdyyyyybym mogła byyyyyć mężczyzną jeden dzień ...”

...z pewnością nie byłabym Supermenką, Supermenką jestem na co dzień;).

Gdybym jednak została „Supermenem”:

- przespałabym caaaaałą noc „nie słysząc” nawoływania dzieci;
- w weekendy wstawałabym jako ostatnia, bo nie przeszkadzały by mi „odgłosy domu” i jego użytkowników, którzy wstali duuużo wcześniej;
- jadłabym swoje śniadanie i piła ciepłą kawę w momencie gdy ktoś inny śniadania jeszcze nie zjadł, zjadł za to banana, którego od 2 godzin popija zimna kawą;
- jadłabym obiad, który „ktoś” by mi ugotował, a na pytanie „czy smakowało?' odpowiadała - „Zjadliwe”;
- po „zjadliwym”, ale szczęśliwie sycącym obiedzie ucinałabym sobie drzemkę nie myśląc o tym z czego ugotować obiad dla siebie, bo z tego ogólnie dostępnego ostało mi się tyle co inni z własnego przydziału pozostawili;
- do pracy dostawałabym kanapki;
- byłabym fajnym rodzicem, który daje cukierki, nie krzyczy, a jedyny z nim problem taki, że po dobroci oddać pilota od zdalnie sterowanych zabawek nie chce;
- wysprzątałabym czesem kuchnię i oczekiwałabym, że nigdy już zabrudzona nie zostanie ;
- chodziłabym na długie spacery z dziećmi z powodu nudy, a nie poczucia obowiązku;
- na wszystko odpowiadałabym: „Marudzisz...” zamiast tracić energię na rozmowę o problemie;
- wierzyłabym w to, że Nutella i McDonalds to samo zdrowie bo wysokoenergetyczne, a przecież wszystkim energia potrzebna;
- karmiłabym słodyczami (żeby się nie popsuły) i z łatwością wyrzucała obiad misternie przygotowywany przez „niemężczyznę”, bo popsuł się zanim ktoś go skosztował.



Ale też:

- pracowałabym na 3 zmiany 6 dni w tygodniu;
- wstawałabym jako ostatnia Tylko w weekend, bo w tygodniu wstawałabym bądź o 4 nad ranem, bądź kładłabym się gdy wszyscy jeszcze śpią (po uprzednim odprowadzeniu jednego z nich do przedszkola);
- zawsze wyrzucałabym śmieci (no dobra, prawie zawsze, bo czasem się przypomina o tym „Supermence” );
- pamiętałabym o Domestosie, który ze wszystkich produktów na dziale „chemia” jakoś zawsze mi umknie;
- kuchnia sprzątana byłaby tylko „na bieżąco” bez doszorowania „szczoteczką do zębów”, bo tego zawsze wcześniej dokona „Supermen”;
- podłoga zmywana byłaby tylko wtedy gdy coś się na nią wyleje, bądź pies zwymiotuje w tylu miejscach, że nawilżane chusteczki dziecka drugorodnego nie podołają wyzwaniu;
- dzieci chodziłyby na spacer głównie z „przymusu” na trasie, dom – Biedronka, dom – Lidl, dom – przedszkole; i nie miały by z kim walczyć o pilota do zabawek i nie miałby kto zapewnić im dostępu do wszelkich animowanych nowości itp. itd....

... ale co się tak chwalić będe? Jeszcze mi któraś pozazdrości;) .

Mężu, kazałeś mi dziś obwieścić światu mediów społecznościowych, że Cię kocham, bo przez lat tyle nigdy tego nie wykrzyczałam. Niech to zatem krzykiem mym będzie:).
Trwa ładowanie komentarzy...