O autorze
Żona, matka i przede wszystkim kobieta ... Kobieta po przekroczeniu 3 dekady życia, zatem przez wielu uznana za Panią Starszą. W pełni sił witalnych, z zapałem do działania (niestety słomianym), ale z metryką nie ma co dyskutować, zatem kłania się Starsza Pani po 30

Masz dwoje? Dziel na 2 i mnóż przez 2!

Rzecz o oszczędzaniu i równym (finansowym) traktowaniu.

Powołujecie do życia potomnych, w liczbie więcej niż jeden. Zapewne planujecie, że kochać ich będziecie po równo i traktować jenakowo. G....uzik prawda. Owszem, kochacie ich jednakowo, tak jak się kocha własne dzieci (nikt za Was kochać tak nie bedzie), lubicie już trochę inaczej i za co innego, traktujecie zuuuupełnie odmiennie, bo przecież każde Wasze dziecko to zupełnie odrębna istota na odmienne traktowanie zasługująca, ale ... na litość Boską, nie krzywdźcie jednej kosztem drugiej.



Wkurza mnie gdy obserwuję już u dorosłych "dzieci", jak jeden bierze wszystko, drugi obchodzi sie smakiem. Nie, nie chodzi mi o to, że jeden jest zachłanny, a drugi to zwyczajna dupa, która o swoje walczyć nie umie. Wkurza mnie to jak "załatwili ich" rodzice podchodzący do tematu na zasadzie: "niech sie dogadają miedzy sobą", "niech się podzielą po równo, w końcu są rodzeństwem". Taaak sie nie robi! Nie w tych czasach. Takie jest moje zdanie.

Jak pisałam w "Gdzie dwóch sie bije, a nikt nie korzysta", moi synowie już teraz toczą boje, co prawda o resoraki i inne gadżety, ale za nic w świecie nie chcę doczekać chwili (ewentualnie obserwować tego z miękkiej chmurki czy piekielnego lochu), jak moje dzieci walczą o to, co po nas zostało.

Nie oszukujmy się, światem rzadzi pieniądz, a co będzie za lat X kiedy to nam przyjdzie "przepisywać spadki"? Boże broń bym doczekała tego, jak moje dzieci (wnuki) wyglądają mojej śmierci, bo po niej staną się właścicielami czegoś tam! Boże broń, że jeden weźmie wszystko, drugi (choćby bardziej zaradny) wszystkiego od początku do końca będzie musiał dorobić sie sam. Boże broń, że o to co im pozostawimy będą walczyć w sądzie!

Nasz plan to "Dziel po równo, i mnóż razy dwa".

Doszliśmy ze ślubnym do wniosku, że mieszkanie, na którę zaciągneliśmy kredyt do 70-ki to nasze dobro i dzieciom od tego wara. Life is brutal! Są tego strony dobre i złe. Jak nie spłacimy - dzieci długów pozbawimy, jak spłacimy - będzie to nasz fundusz emerytalny. Nasz! Nikt poza bankiem, któremu to mieszkanie na rzecz emerytury (której ZUS na pewno nam nie da) oddamy, czekać na nasz zgon nie będzie. Dzieciom zaś odłożymy na oddzielnych kupkach - po równo!!! Oczywiście, na tyle na ile sie da, czyli dotąd, jak środki na rzecz dzieci przechodzić bedą przez nasze ręce. Po równo oznacza nic innego jak dwie skarbonki i każde środki dzielone równo - na pół, czyli - Jednemu złotówa do skarbca, to i Drugiemu tyle samo, ale na tym nie koniec. Do podziału idą wszelkie pieniężne prezenty - nie szkodzi, że nie masz imienin / urodzin - kasa dzieli sie na pół, pamietaj, że Ty też zyskasz w dniu, gdy swoje święto będzie miał Twój brat.

Tak, spotkaliśmy się ze sceptycznym nastawieniem do naszego postępowania (niestety ze strony tych co w naszej ocenie albo sami niesprawiedliwie potraktwali, bądź kiedyś niesprawieliwie potraktują), nam jednak (jako rodzicom dzieci o znikowmej różnicy wieku) takie rozwiązanie wydaje sie najsprawiedliwsze.
Trwa ładowanie komentarzy...